fbpx

Kilka słów o "Szafie"

72450bc7f398798bf37f8af14a017069

Ostatnio przeczytałem zbiór opowiadań Olgi Tokarczuk pod tytułem „Szafa”. Jest to jednocześnie moje pierwsze zetknięcie się z tą autorką. Postanowiłem więc w związku z tym podzielić się kilkoma spostrzeżeniami na ten temat.

Książka kosztuje 24 złote, trochę drogo, zwłaszcza, że ma tylko 60 dosyć małych stron. Dla tomiku wierszy nie byłaby to zła cena, tutaj jednak wydaje mi się trochę wygórowana. Na książkę składają się trzy opowiadania – „Szafa”, „Numery” i „Deus ex”.

Są to opowiadania, ale nie opowieści, bardzo mało jest w nich dziania się, akcji. Jeśli więc ktoś chce sięgnąć po książkę po to by cieszyć się ciekawą opowieścią nie jest to dobry wybór. Są one czymś zawieszonym między prozą i poezją, szczątkowa fabuła wydaje się tylko szkieletem, który utrzymuje te utwory w kupie. To, co jest naprawdę istotne, to, co stanowi tu treść, to przemyślenia, obserwacje i plastyczne metafory. Poza tym dosyć istotna jest również aura erotyzmu, jest ona czymś co nadaje pewnego „napięcia” zawartym tu historiom, choć czasami, jak dla mnie, ten ciekawy element jest niewystarczający.

Zbiór otwiera tytułowe opowiadanie „Szafa”. Chyba najlepiej odebrałem ten utwór ze wszystkich trzech, być może również dlatego, że od niego zacząłem, przez co miałem podczas jego czytania najbardziej optymistyczne i energiczne nastawienie. Jest on, według mnie, najbardziej pomysłowym z tu zawartych. Szafa jest prawdziwie magicznym przedmiotem, wprowadza dziwne zmiany w rzeczywistości i to jest naprawdę ciekawe, tajemnicze. Wydaje mi się, że to opowiadanie jest jednak trochę za krótkie, mogłoby się rozwinąć w ciekawy sposób, urywa się w miejscu, w którym mogłoby się dopiero zacząć. Zostawia niedosyt i nie odpowiada na żadne pytania, chciałoby się przeczytać więcej.

Drugie opowiadanie, „Numery”, podobało mi się najmniej z całego zbioru. Jest nudne, wydaje się długie, chociaż tak naprawdę jest stosunkowo krótkie. Czytając je, miałem czasami wrażenie zmarnowanego potencjału na poemat, ciekawego pomysłu, który powinien zostać opowiedziany w inny sposób. Jest w nim pewne umiłowanie wrażeń i doświadczania chwili, które w poezji tworzy tę „fabułę odczuć”, dzianie się w pozornym bezruchu, w myśli, przestrzeń wynikającą z obserwowania bycia w świecie. To coś, co sprawia, że poemat, chociaż pozbawiony fabuły, może być opowieścią, podróżą, przemierzaniem świata. Ale „Numery” to nie jest poemat. Miałem wrażenie, że obserwacje ciągną się niemiłosiernie i są bezcelowe, nie była to podróż, ale raczej odtwarzająca się taśma. Nie było tu nic, czym byłbym dogłębnie zainteresowany Pojedyncze sytuacje były dość ciekawe, ale nie łączyły się w całość, nie tworzyły wrażenia odkrywania czegoś nowego. Subtelny erotyzm podbijał raz po raz zainteresowanie, ale było to ostatecznie za mało by przywiązać mnie do tego opowiadania.

Nasuwają mi się tu porównania z Proustem. Trudno jest znaleźć czas i skupienie, by odpowiednio doświadczać jego powieści – czytanie byle jak jest w tym wypadku tylko stratą czasu. Jednak mimo tego jak trudnym jest on pisarzem, buduje wspaniały klimat, piękne obrazy. W pamięci bardzo utkwiły mi przedstawione u niego wizje witraży z gotyckiego kościoła, albo zabawki, która wyświetlała opowieści o rycerzach na ścianie pokoju głównego bohatera. Czytając Prousta ma się wrażenie, że ma się do czynienia z czymś wyjątkowym, że dokądś zmierza to wszystko, chociaż nie wiadomo dokąd, a do końca jest bardzo daleko. Ma się wrażenie, że to podróż jest tym, co jest istotne w tej książce. Czytając „Numery” miałem wrażenie, że takich właśnie elementów zabrakło.

Trzecie opowiadanie „Deus ex” jest ciekawe, chociaż może brak mu pewnej oryginalności. Traktuje ono o geniuszu komputerowym, który tworzy niewyobrażalnie skomplikowane symulacje miast oraz wszechświata. Jest to koncept zaskakująco podobny do tego z opowiadania Lema „Podróż osiemnasta” z książki „Suplement”. Tylko że u Lema tylko ten koncept był zrealizowany w przyjemniejszy, bardziej zabawny i pomysłowy sposób. Zamiast o geniuszu komputerowym tworzącym symulację, opowiadał o stworzeniu świata przez grupkę fizyków. Nawiasem mówiąc nie jestem również zbytnim fanem „Podróży osiemnastej”, choć to bardzo przyjemny kawałek literatury. Gdy można stworzyć cały świat, po co ograniczać się do czegoś tak prozaicznego jak nasz codzienny?

We wszystkich opowiadaniach z tej książki bohaterowie są pozbawieni osobowości, są pustymi naczyniami napełnianymi przemyśleniami autorki. Zawierają w sobie wrażenia, odczucia, niechęci, ale nie wynikają one z ich osobowości, są raczej zaprogramowanym sposobem doświadczania rzeczywistości, który jest podłączany czytelnikowi do mózgu. Wydaje mi się to ciekawym pomysłem. W „Deus ex” jest tak samo, a mimo to dosyć ciekawi są dla mnie główni bohaterowie – D. i jego żona. Funkcjonują oni raczej jako symbole niż ludzie z krwi i kości, ale mimo to jest w nich coś interesującego, szczególnie w żonie D. z jej buddyjskim, indyjskim spokojem.

Być może jestem w ocenie tej książki za bardzo krytyczny, a być może za mało. Jeśli mam być szczery, czuję się trochę zawiedziony, spodziewałem się czegoś bardziej poruszającego. Może było błędem, że sięgnąłem po opowiadania, zamiast po jedną z powieści. Ta książka nie rozbudziła we mnie jakiegoś szczególnego zainteresowania Olgą Tokarczuk, ale też go we mnie nie zabiła, chciałbym kiedyś jeszcze przeczytać jakiś z jej utworów.

red. Gabriel Korbus
fot. Marek Lasyk www.radiokrakow.pl

Dodaj komentarz