fbpx

Mój William Blake

11_KSIAZKI__William-Blake__Wyspa-na-Księżycu-1600×725

Kocham Blake’a. Wybór jego wierszy i poematów był pierwszym zbiorem poetyckim, jaki przeczytałem. Kilka dni temu natknąłem się na nowe tłumaczenie utworów tego poety. Nie czekałem ani chwili, kupiłem i przeczytałem. Myślę, że przy tej okazji warto odnieść się do zarówno tego wydania jak i do postaci samego Blake’a.

Na początku poezja Blake’a nie za bardzo mi się podobała. Nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego, zapewne nie przemawiał do mnie specyficzny charakter jego wierszy. Zresztą, nie umiałem czytać wtedy poezji, nie miałem na celu jakiegoś szczególnego skupiania się na tym, co mówi, na jego wizjach. Chciałem po prostu przeczytać, „zaliczyć” tę książkę. Zdecydowanie bardziej przemawiało do mnie jego malarstwo – wspaniałe, szalone, natchnione, a jednocześnie tak proste i klarowne. O ile wiersze Blake’a nie zapadły mi w pamięci, to jego obrazy od razu odcisnęły na mnie głębokie piętno. Odegrało ono zresztą bardzo ważną rolę w kształtowaniu się mojej wyobraźni jako poety.

Po raz drugi, tym razem świadomie, odkryłem poezję Blake’a stosunkowo niedawno, jakiś rok temu. Do tego czasu przeczytałem mnóstwo, całe tysiące wierszy, których już nie pamiętam, a które przewalają się w mojej wyobraźni, jak zagubione sny, błądzące gdzieś w podświadomości. Chociaż tak samo było z wierszami Blake’a. Zawsze wyjątkowo lubiłem utwory, które są bliskie jego poetyce, na przykład Hymny Kasprowicza czy też wiersze Baczyńskiego.

Moje upodobanie do poezji Blake’a wiąże się także z moim zamiłowaniem do romantyzmu. Jak już wspomniałem w artykule o Puławach, mam do niego szczególny sentyment. Sławni, romantyczni poeci byli w swoich czasach jak gwiazdy rocka, Lermontow stwierdził w Bohaterze naszych czasów, że na początku życia każdy myśli, że będzie żyć jak Byron. Imprezy, dziewczyny, skandale i sława to coś, co nie było obce najsławniejszym twórcom tamtych czasów. Za sprawą szkolnictwa obraz romantyzmu jest mocno zniekształcony, a była to epoka, gdy poeci byli ciekawymi ludźmi, mieli ciekawe wizje i żyli w ciekawy sposób, byli w pewnym aspekcie celebrytami.

Chociaż Blake nie żył tak, jak Byron, w jego utworach widoczna jest ta cała energia epoki, chociaż prezentuje się ona u niego w odmienny sposób. Czytając wiersze innych romantycznych poetów mam często wrażenie, że były one niejednokrotnie pisane w sposób „maszynowy”, poruszały często dosyć błahe tematy i niejednokrotnie były bardzo podobne do siebie. To, na czym, według mnie, koncentrowali się romantyczni poeci, to przede wszystkim poematy, duże dzieła. Małe wiersze liryczne były czymś, czego nie traktowali zazwyczaj zbyt poważnie. U Blake’a jest inaczej, każdy utwór ma u niego szczególne znaczenie i pełni istotną rolę w jego wielkiej, kosmicznej i mistycznej wizji świata. Dlatego też każdy z nich jest wyjątkowy, nawet najprostszy. Zresztą prostota u Blake’a jest pozorna. To też jak dla mnie w dużym stopniu stanowi o jego wielkości, za prostymi słowami kryją się u niego skomplikowane myśli. Przy tym jednak mam wrażenie, że jego twórczość, zarówno malarska jak i poetycka, ma przy swoim skomplikowaniu jakąś szczególną przystępność, wynikającą z klarowności.

Na jego nagrobku jest napisane po prostu „poet, artist, prophet” <poeta, artysta, prorok>, według mnie są to bardzo trafne słowa. Jego poezja jest czymś prawdziwym, łącznikiem z innym wymiarem, rzeczywiście wydaje się on być jakimś nowożytnym prorokiem. Uważam, że poezja jako chyba jedyna dziedzina literatury pięknej jest w stanie uciec poczuciu fikcji, chociaż zdarza się to bardzo rzadko. Blake wyraził jakąś ideę, nie wiadomo jaką, wyraził uczucie, dotknął czegoś, czego nie da się przedstawić ani zrozumieć. Widać to podczas publicznych wykonań Jerusalem, jego wiersza, do którego muzykę skomponował Hubert Parry. Widok tysięcy ludzi śpiewających tę pieśń budzi szczególne wrażenie, ma się wtedy odczucie ucieleśniającej się wizji Anglii, której jednocześnie nie można określić, która jest ubrana w słowa, a jednocześnie jest zakryta.

Wypadałoby jednak w końcu odnieść się do tego nowego wydania.

Ma ono tytuł Wyspa na księżycu. Kupiłem je za 30 złotych, nie tanio, ale wydania Blake’a są rzadkie, ja w każdym razie nie natrafiłem nigdy na żadne w antykwariatach. Ma około 100 stron, jest jednojęzyczne. Zawiera Pieśni niewinności, Pieśni doświadczenia, a także prozę Wyspa na księżycu. Dyskutowanie o tłumaczeniach jest, jak dla mnie, prawdziwą studnią bez dna, pułapką wciągającą nieuważnych przechodniów, kradnącą niejednemu zdrowy ogląd tych spraw. Dlatego też nie zamierzam jakoś szczególnie się o nich rozwodzić. Nie mam zresztą wiele do zarzucenia tym tłumaczeniom, czyta się je dobrze. Jedyne co można zarzucić, to, że nie zachowują tej pewnej precyzyjności oryginału, tej szczególnej oszczędności i celności jaką mają te po angielsku. Jest to jednak według mnie cecha, wynikająca ze specyfiki języka angielskiego i nie da się jej oddać po polsku.

Ostatecznie więc, mimo że dosyć mało obszerne, jest to bardzo dobre wydanie. Przyjemna jest też szata graficzna, chociaż chyba bardziej podobał by mi się na okładce obraz albo grafika samego Blake’a, z drugiej jednak strony szanuję inwencję. Tak więc, warto kupić tę książkę, jeśli ma się wolne 30 złotych.

red. Gabriel Korbus
fot. www.biuroliterackie.pl

Dodaj komentarz