fbpx

O spotkaniach literackich w Lublinie, Dylanie i innych rzeczach

87887683_136127841237316_8506836685743456256_n

W lutym byłem na spotkaniu w ramach akcji „Podziel się poezją”. Było to najfajniejsze wydarzenie tego typu, w jakim brałem udział. Uważam, że to właśnie spotkania, bezpośrednie uczestnictwo, jest tym, co daje życie sztuce, a z tym jest dosyć kiepsko, jeśli chodzi o Lublin.

Tak jak już wspomniałem wydarzenie to miało miejsce w lutym. Miało ono odbywać się cyklicznie co miesiąc, ale pandemia przerwała te plany. Szkoda, mam nadzieję, że organizatorzy się nie poddadzą, i że gdy sytuacja się poprawi, te spotkania wrócą. Na pocieszenie napomknę, że na Facebooku jest grupa związana z tą akcją, można publikować tam swoje wiersze, ale także dyskutować.

Przechodząc już do wspomnień. Wszystko to miało miejsce w kawiarni, atmosfera była swobodna. Najciekawsze jednak było dla mnie to, że wszyscy uczestnicy byli w moim wieku albo młodsi (mam 21 lat), nie spodziewałem się natrafić przy okazji poezji na rówieśników.

Zamierzałem przeczytać swój poemat – Psychodelik 9, bałem się jednak. Oczywiste jest, że dla poety dzielenie się swoimi utworami jest stresujące, co więcej z takimi wydarzeniami wiąże się zazwyczaj pewna sztywność. Na ogół są na nich obecni jacyś panowie o określonym charakterze, którzy z góry wiedzą, jak powinna wyglądać poezja. Nie lubię tego, ważny jest dla mnie eksperyment, próbowanie czegoś nowego, wymiana pomysłów i wizji z ludźmi, którzy tego chcą. Tutaj na szczęście było właśnie tak jak chciałem, spotkałem ludzi, którzy byli zainteresowani tym co mówię i choć trzeba było zmieścić się w czasie, bo kawiarnia miała zostać dosyć wcześnie zamknięta, to jednak miałem okazję trochę podyskutować. To był bardzo dobrze spędzony wieczór, było to bardzo unikatowe doświadczenie żywej literatury.

W Lublinie nie ma (przynajmniej z tego, co wiem) wielu wydarzeń o takim charakterze. Najbardziej ciekawe są tu, poza tym, o czym już wspomniałem, wieczorki literackie organizowane w Centrum Kultury. Biorą w nich udział znani pisarze i poeci. Najbardziej zapadło mi w pamięć spotkanie z Piotrem Sommerem. Odczyty organizują tam także mniej znani twórcy, będący dopiero po debiucie. Minusem jest chyba jednak to, że nie mogą raczej zorganizować swojego wieczoru ludzie będący jeszcze przed debiutem. Rozumiem zarezerwowanie piątku na osoby bardziej znane, ale myślę, że dobrym pomysłem byłoby pozwolić innym dzielić się swoimi utworami, na przykład w inny dzień tygodnia.

Jeśli chodzi o poezję sądzę, że raczej powinno się jej słuchać niż czytać. Jest ona bliska muzyce i dobrze, gdy pozostaje z nią w kontakcie. Nie każdy lubi czytać poezję, ale każdy lubi ją słuchać w muzyce, w końcu ilu fanów Boba Dylana lubi tak naprawdę czytać wiersze? Marzą mi się częste spotkania, na których uczestnicy mogliby grać muzykę, wykonywać poezję i dzielić się także dziełami z innych dziedzin sztuki.

Gdy usłyszałem pierwszy raz o przyznaniu Bobowi Dylanowi Nagrody Nobla nie spodobało mi się to. Nie wiedziałem też wtedy za dużo o jego twórczości ani o czasach, z których wyrósł. Z czasem jednak zauważyłem, że jest to jedna z lepszych decyzji kapituły sztokholmskiej. Nagrodę dostał ktoś naprawdę ważny dla ludzi, którego twórczość ma jednocześnie wysoką wartość.

Myślę, że elitarność literatury, a zwłaszcza poezji, jest czymś bardzo szkodliwym. Zaczarowano coś, co jest dla wszystkich ludzi i z czego każdy powinien czerpać przyjemność. Mam czasami wrażanie, że niektórzy twórcy zabarykadowali się za wielkimi słowami i zdaniami wielokrotnie złożonymi, by ukryć się przed odbiorcami i krytyką.

To, że wiersz jest trudny do zrozumienia, nie znaczy, że jest dobry. Nie powinno się czuć zawstydzonym dlatego, że nie podoba się jakaś forma, która jest chwalona. To odbiorcy są tym, kto nadaje i odbiera życie twórczości, a patrząc na historię różnych dziedzin sztuki, często właśnie krytycy, którzy teoretycznie powinni znać się na sztuce szkodzili jej rozwojowi. Wielokrotnie mocno krytykowali dzieła, które z perspektywy czasu okazały się wiekopomne. Ich zdania nie można traktować za ostateczne, trzeba kierować się własnym upodobaniem, będąc przy tym świadomym całej niedoskonałości takiego myślenia.

Z drugiej strony należy pamiętać, że nie trzeba przecież rozumieć poezji, żeby jej doświadczać. Powinno się zachować otwartość na różne formy, dać sobie swobodę zmiany zdania i smaku. Najlepszym przykładem jest tu twórczość Eliota. Nie mam pojęcia, co znaczą wplatane przez niego do wierszy cytaty ze starożytnej greki albo niemieckiego, ale nie ma to znaczenia. Poezja niekoniecznie musi być rozumiana, sam Eliot zresztą kładł na to nacisk w swoich wypowiedziach.

Jeśli onieśmiela kogoś to wielkie nazwisko, można tutaj przytoczyć również przykład Syda Barretta, psychodelicznego geniusza, pierwszego frontmana Pink Floyd. Pisał wspaniałe, poetyckie teksty piosenek, często na pierwszy rzut oka absurdalne i pozbawione sensu. Były jednak pełne obrazów, wizji, niezwykle oryginalnego sposobu myślenia i stanowiły niejednokrotnie prawdziwą wartość jego utworów.

Tak więc marzę o tym, żeby było więcej takich spotkań jak „Podziej się poezją”, a także wydarzeń bardziej undergroundowych, w których większa liczba ludzi mogłaby wymieniać myśli i swobodnie doświadczać sztuki.

red. Gabriel Korbus
fot. fanpage na fb “podziel sie poezją”

Dodaj komentarz