fbpx

The game is on. Pod lupą kino lat 90-tych

koniec gry

Koniec gry z 1991 roku w reżyserii Feliksa Falka to owiany aurą niepokoju dramat psychologiczny, ilustrujący prozę życia bohaterów jako dramat postaw moralnych. Odtwórcami głównych ról są January Brunov i Anna Romantowska, zdjęcia do filmu wykonał Dariusz Kuc. Scenariusz napisał Feliks Falk i Maciej Karpiński, natomiast scenografią zajmował się Allan Starski. Autorem muzyki jest Michał Lorenc.

Główni bohaterowie filmu to młody matematyk i programista oraz bardzo atrakcyjna kobieta w średnim wieku. Janusz rozpoczyna pracę w dziale kontroli dużego domu towarowego. Któregoś dnia na ekranie monitora widzi, jak pewna kobieta dyskretnie wkłada perfumy do kieszeni. Okazuje się, że złodziejką jest Monika Małecka – liderka znanej partii politycznej, zamierzająca kandydować w następnych wyborach. Między Januszem a Moniką rodzi się miłość. Małecka, coraz bardziej zaangażowana w kampanię wyborczą, zaczyna zaniedbywać kochanka i ponosi tego gorzkie konsekwencje.

Mimo że fabuła filmu zdaje się być przewidywalna, F. Falk potrafi zaintrygować swoich odbiorców. Obecność scen retardujących akcję sprawia, że widzowie mogą napawać się – można powiedzieć – ulotną chwilą. Janusz budzi się. Janusz wsiada na rower. Janusz jedzie do rodzinnego domu pociągiem, a zanim do niego wsiądzie, wypija mleko. I to z wielkiej, szklanej butelki, która nie należy już do współczesnej codzienności. I właśnie ta butelka wyznacza ramy czasowe tamtej rzeczywistości. Całość w pewnym stopniu przypomina impresjonistyczne pejzaże. Nic dziwnego – Falk jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Właściwie, to skupianie się na relatywności ludzkiej percepcji jest w tym wypadku wielowymiarowe, bo ma pokazać nie tylko upływ czasu, lecz także strumień świadomości bohatera. Pokazywanie zadumanego Janusza w przedziale pociągu (jak człowieka wpatrzonego we wschód słońca) nie jest zabiegiem bezcelowym, bezrefleksyjnym. Jest zadaniem dla odbiorcy – zadumać się razem z bohaterem.

Film doskonale obrazuje działania autodestrukcyjne i konsekwencje toksycznych relacji. Miłość ujmuje w sposób niebanalny, podkreślając przede wszystkim jej cielesny aspekt. Wszystko toczy się szybko i bardzo intensywnie, na tyle intensywnie, że bohaterowie zapędzają się nie tylko w swoich myślach, ale i działaniach.

Jednocześnie można powiedzieć, że Monika jest femme fatale – finalnie przecież odnosi sukces. Z kolei Janusz nie radzi sobie z napięciem wynikającym z trudności w funkcjonowaniu ich relacji. Nieustannie pali za sobą mosty, burząc nieświadomie i pod wpływem emocji wszystko, co dotychczas zbudował. Ostatecznie pozostaje niespełniony zawodowo, traci przyjaciół, gorszy rodzinne relacje. To postać autodestrukcyjna.

Na poziomie aktorskim warto zwrócić uwagę na Annę Romantowską – postać Moniki jest nieustannie rozdarta między dobrem a złem, przeżywa wewnętrzny konflikt – jest więc charakterem wymagającym dużej pracy aktora. Romantowska faktycznie wykazała się profesjonalizmem i dbałością o szczegóły. Skupiła się na zbudowaniu postaci, której widzowie są w stanie uwierzyć, nadała jej niezachwialną autentyczność. January Brunov z kolei spisał się poprawnie. Należy pamiętać, że postać Janusza jest głęboka i wielopoziomowa. Dla odtwórcy roli Janusza taka kreacja to naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Finalnie postać okazała się odrobinę zbyt pompatyczna i „drewniana”. Trzeba za to podkreślić, że moment metamorfozy Janusza był dobry, a nawet bardzo dobry – Brunov zdołał się nim obronić.

Zdjęcia do filmu są ciekawe, ilustrują poniekąd stany emocjonalne bohaterów. Są dobre, chociaż używana paleta barw może widzów nużyć. Z drugiej strony – ich ciężkość i surowość bez wątpienia stanowi istotny dla twórców symbol, będący dla niektórych odbiorców zwyczajnie nieczytelny. Muzyka nie wysuwała się na pierwszy plan, ale nieźle komponowała się z obrazem. Należy jednak podkreślić – doskonale wpasowała się w użytą przez Falka konwencję.

Reżyser nie zapomina o pozostałych elementach rzeczywistości lat 90. ubiegłego wieku – wyraźnie zaakcentowane zostały początki komputeryzacji. Ponadto poruszany aspekt przemian cywilizacyjno-kulturowych (bo w końcu cyfryzacja odbiła się dużym, globalnym echem) bezpośrednio łączy się z tytułem filmu.

Koniec gry to film niewątpliwie trudny w odbiorze, ale jednocześnie przystępny fabularnie, trzymający w napięciu. Niebezpieczeństwo tego odbioru jest tylko jedno – nie każdy widz dostrzeże jego artyzm. Sam tytuł ma przecież wymiar symboliczny i skłania do głębokich refleksji. To może być koniec burzliwego romansu – koniec niezapomnianej zabawy „bez trzymanki”, która niekoniecznie jest dobra i oparta na wzajemnym zaufaniu, ale może polegać na odkrywaniu najskrytszych tajemnic obcego człowieka. To koniec niebezpieczny i pełen rozczarowania. To koniec jedynego i ostatecznego poznania, które nigdy nie dochodzi do skutku. Koniec gry to gorzki sukces polityczny Moniki i przegrana w życiu Janusza. I paradoksalnie ta życiowa klęska programisty nie musi być rzeczywiście ostateczną porażką – wystarczy wznowić ekran wczytywania: The game is on.

red. Beata Chmielewska
fot. Filmoteka Narodowa, www.fototeka.fn.org.pl

Dodaj komentarz